poniedziałek, 28 listopada 2016

250. DERMATOLOGIA / CZEŚC WARSZAWO!

Po długim czasie milczenia, siedząc bezczynnie nad kubkiem herbaty (bo przecież patologia mowy zaliczy się sama) przypomniało mi się, że gdzieś w otchłani internetów istnieje mój blog i wpadłam na genialny pomysł stworzenia nowego wpisu. Chciałabym wrócić do mojego pisania z okresu liceum. Potrafiłam roztrzaskać każde wypracowanie, pisanie i ubieranie myśli w słowo szło mi tak gładko i lekko a obecnie mam wrażenie że występują u mnie problemy ze skleceniem jakiegoś porządnego zdania.

Wszędzie się słyszy, że listopad to najgorszy miesiąc w roku, ponury, szary i ciągnie się w nieskończoność. Trochę w tym prawdy, ale wszystko zależy od patrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Milion razy mówiłam sobie, że nie będę uzależniała swojego samopoczucia od pogody, ale jak to w życiu - bywa różnie. Tak na prawdę, to zawsze się znajdzie coś co nam nie odpowiada, albo jest za gorąco, albo za zimno, albo pada deszcz, albo jest susza. W tym roku próbuję sama siebie przekonać, że nie ma złej pogody więc po raz pierwszy w życiu zaczęłam biegać właśnie jesienią i próbuje udowadniać sobie, że się da ;)

Minął mi już chyba miesiąc od zakończenia kuracji tetralysalem. Buzia ma się całkiem nieźle, tylko kilka razy coś mi wyskoczyło. Nadal smaruję się na noc izotrexinem, chodzę na zabiegi, ale mimo to mam czerwone paskudne blizny na policzku.. Byłam dwa razy na oxybrazji, a za miesiąc wybieram się na kwas migdałowy. Jeśli chodzi o tetralysal to wciągnęłam siedem opakowań i zauważyłam u siebie kilka skutków ubocznych. Nie były one jakieś meega dramatyczne, nie umierałam. W pewnym momencie, gdzieś w środku kuracji dopadły mnie mdłości, głównie poranne, przed śniadaniem, w trakcie śniadania i po. Miałam też często bóle głowy, ale dosyć delikatne. Byłam trochę osłabiona, nie miałam sił. Nie wiem czy to do końca wina leku, czy szarówy za oknem. Po raz kolejny wmówiłam sobie, że coś mi jest - tym razem padło na niedokrwistość. Któregoś dnia miałam okienko, w którym nie miałam co ze sobą zrobić, bo było za krótkie by iść do domu a za długie, by czekać na uczelni. Poszłam do luxmedu na morfologię i rozwiałam moje durne diagnozy - hemoglobina 13,6 : )

W czwartek odwiedziłam Warszawę po kilku latach. Fajnie było znów pojechać na wycieczkę szkolną, jak wmieszałam się w tłum to wyglądałam jak uczennica gimnazjum, hahaha. Już dawno zapomniałam jak to jest być w szkole, mieć tyle energii i latać jak poparzona.. Chyba po raz pierwszy w życiu tak uważnie słuchałam Pani Przewodnik, bo mnie strasznie zaciekawiła ; ) Najpierw był spacer po Starym Mieście, później najbardziej wyczekiwany przez gimnazjalistów (bo przede mnie niekoniecznie) punkt programu, czyli czas wolny z złotych tarasach :D Na koniec Buffo i musical "Romeo i Julia". Byłam na tym kiedy chodziłam do gimnazjum, teraz myślałam, że będzie jakiś inny musical, a zmienili tylko aktorów. Czy jestem rozczarowana? W życiu.. Było cudownie, tyle emocji, ciągle miałam ściśnięte gardło..

3 komentarze:

  1. Ja takiej hemoglobiny nigdy nie miałam :D Jak było 12 to było już mega dobrze! :D Ładne zdjęcia, choć ja marudzę na pogodę i widzę, że trochę mało słonecznie było ;) Na szczęście jest już śnieg! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie bardziej przeraża ciemnno, szczególnie jak rano wstaję i potem jak wracam z pracy to też ciemno, ale trzeba przeżyć, taki urok jesieni i zimy.
    O wow, podziwiam Cię, że zaczęłaś w tym okresie biegać, ja zwykle aktwności fizyczne przerzucam na wiosnę, zimą robię trening od przypadku do przypadku, jakoś nie mam motywacji.

    O to super, że kuracja działa :)

    OdpowiedzUsuń