poniedziałek, 1 sierpnia 2016

LECZENIE TRĄDZIKU - WPIS DERMATOLOGICZNY (2)

W zeszły czwartek byłam na pierwszym zabiegu na buzi, tzn. oczyszczaniu. Na wstępie dodam, że miałam wtedy w cenie konsultację dermatologiczną (i to jest właśnie super, jak idzie się na zabieg w przy okazji może się załatwić receptę albo ogólnie pokazać się Pani doktor). Mojej dermatolog nie było z przyczyn losowych, poszłam do niej w poniedziałek tylko po receptę oczywiście nie płacąc za wizytę. Coraz bardziej zaczyna mi się tam podobać, bo widzę, że nie zdzierają na chama z ludzi pieniędzy. Dalej biorę tetralysal (drugie opakowanie) i smaruję buzię izotrexinem. Jeśli chodzi o samo manualne oczyszczanie twarzy to poszłam nie wiedząc czego się spodziewam, bo nawet nie chciało mi się o tym czytać, ale spokojnie, bo Pani Iza krok po kroku mówiła mi co robi. Na początku był totalny relaks, delikatny bardzo przyjemny peeling. Później kilka minut leżałam "pod parą", na początku było ciężko oddychać ale dałam radę. Mocno pilnowałam się żeby nie zasnąć, bo było mi tak błogo.. Jeśli chodzi o samo oczyszczanie to nie jest to jakoś mega przyjemne. Momentami boli, u mnie najgorzej było przy końcu, ale widać, że Pani ma wprawę i wyglądało to zupełnie inaczej niż wtedy gdy cokolwiek sami sobie wyciskamy (tzn. ja już się oduczyłam tego),  było delikatnie i sprawnie. Leżałam nieco ponad godzinę na fotelu, a na koniec jeszcze dostałam maseczkę ;) Po zabiegu twarz wyglądała okropnie, jakbym ją włożyła do pszczelego ula.. Rozpulchniona, czerwone krostki tam gdzie ich wcześniej nie było. Ale to normalne przy tego typu zabiegach. Teraz już prawie doszłam do siebie : D Tato mówił, że poprawiła mi się buzia, ja jakoś szczególnie tego nie zauważam i nawet tak szczerze mówiąc nie skupiam się na tym, bo wiem, że dłuuuga walka przede mną, ale dam radę! : )

1 komentarz: