niedziela, 6 marca 2016

232. CHORUJEMY

Choruję sobie. Jestem po jednej wizycie u lekarza, bo musiałam. Generalnie jestem kobietą zdrową z dobrą odpornością i nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak mocniej chora, chyba w podstawówce jak miałam zapalenie płuc. Później przytrafiało mi się kilka delikatnych przeziębień - katar, kaszel i ból gardła przez 3 dni. Moi rodzice i dziadkowie nigdy się ze mną nie patyczkowali. Wiadomo,że nie chodziłam w jakiś przemoczonych ubraniach i nie kąpali mnie w zimie w jeziorze, ale chodziłam na spacery z każdą pogodę. Swoje pierwsze urodziny spędziłam na Mazurach pod namiotem, tato mył mnie w jeziorze, a ludzie ponoć przechodzili i pytali: co Pan robi, przecież to dziecko będzie chore! Oczywiście chora nie byłam i jestem baardzo wdzięczna że nikt się ze mną nie patyczkował, tym bardziej, że byłam pierwszym i ostatnim dzieckiem : ) Lekarz powiedział,że mam stan zapalny gardła, bolało niemiłosiernie. Później było trochę gorzej, trochę lepiej, po pracy leżałam w łóżku i się kurowałam. Ten weekend miałam wolny i go po prostu przeleżałam, ale mimo mi się nie poprawiło. Jutro idę znów do lekarza po zwolnienie na dwa dni, bo nie chcę zaszkodzić ani sobie ani innym ; ) Generalnie to musiałam zadzwonić do szefa i mega się stresowałam, bo nasze ostatnie spotkanie nie przebiegło w miłych okolicznościach, a teraz jeszcze wypadło, że muszę zawracać mu głowę w niedzielę.. Ale jak mus to mus, był baaardzo miły i życzył mi dużo zdrowia. Poza tym dzwoniłam na głośnomówiącym, przy wujku, który miał mnie poratować w jakiejś podbramkowej sytuacji gdybym czegoś nie zrozumiała albo się zakręciła. Dałam sobie radę i ogólnie mój szef powiedział do mnie: Pani Tarasińska, mówi Pani dobrze po niemiecku! Mój wujek też był w szoku, w sumie ja też jestem. Nauka języka w szkole a nauka w życiu to zupełnie dwie różne, odmienne rzeczy. Pamiętam jak przyjechałam tutaj i miałam iść do apteki po krople. Wiedziałam co powiedzieć teoretycznie, ale każde zetknięcie z językiem było dla mnie mega stresem i zamierałam. Później zaczęłam słuchać w pracy, chodzić do sklepów, na pocztę bez spiny, ale nie wiedziałam, że aż taki krok postawiłam do przodu. Dało mi to mega niesamowitego kopa, że po prostu zaczęłam gadać. Lepiej, gorzej, z błędami, ale to nie ważne, ważne żeby się dogadać. Oczywiście nie jest tak,że wszystko rozumiem i gadam po niemiecku jak po polsku, bo to nie jest to, ale cieszę się, że się otwieram.


3 komentarze:

  1. Choroba, to jedna z najgorszych rzeczy, jaka może nas spotkać. Ja też mam dość mocną odporność, a tym razem udało mi się coś złapać. Kaszlałam dalej niż widziałam... ale na szczęście obyło się bez wizyty u lekarza. Wszystkiego dobrego Ci życzę! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale pięknie wyglądasz na tym zdjęciu *_*
    Zdrowiej kochana, dużo zdrowia Ci życzę!
    No i powodzenia z niemieckim, doskonale wiem co to bariera językowa i stres przed mówieniem w innym języku... Ale z czasem będzie tylko lepiej! :) Musi być! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wracaj do zdrówka! :) Jesteś silna i odporna, więc mam nadzieję, że choroba nie zwali Cię z nóg całkowicie!
    Jeśli chodzi o mówienie w innym języku to całkowicie zgodzę się z tym, co napisałaś :) Lekcje a rzeczywista rozmowa, to całkiem co innego! I niby wiesz, co masz powiedzieć, ale w stresie wylatują z głowy najprostsze słówka :3 Natomiast jak już obyjesz się z jakimś językiem, tak na co dzień, to jakoś o wchodzi :)

    OdpowiedzUsuń