czwartek, 25 czerwca 2015

200. PORAŻKA.

Tylko przychodzi taki moment, że chcielibyście czegoś innego. Czyjejś troski. Uwagi. Zainteresowania. Ręki, która podczas wieczornej pracy przy komputerze postawi na Waszym biurku herbatę. Która pogłaszcze, kiedy ulubioną bluzkę polejecie winem i która na czwarte piętro wniesie za Was ciężkie zakupy.
Wiecie, to strasznie fajne, kiedy wszystko można robić samemu. Ale jak fajne jest to, kiedy ktoś może robić to za nas. Nie dlatego, że mu za to zapłacicie i nie dlatego, że łączą Was więzy pokrewieństwa. Ale dlatego, że chce. Że jest z Wami tu i teraz i nie zamieniłby tego miejsca na żadne inne na świecie, bo tak zdecydował i w tym wyborze trochę z Wami już trwa.
Pewnie, że da się samemu naprawić kran, przemalować pokój, wymienić żarówkę. Da się pojechać na wakacje choćby i na drugi koniec świata. Da się samemu ugotować, nakryć do stołu, zjeść i pozmywać. Wszystko da się zrobić samemu. Tylko po co, skoro to wszystko jest o niebo lepsze, gdy robi się je we dwoje?
Ktoś kiedyś powiedział nam, że bycie singlem daje możliwości. A ja uważam, że ogranicza. Będąc z kimś, masz prawo zdecydować, czy chcesz coś robić we dwoje, czy jednak wolisz sam. Jeśli nie ma nikogo obok, wybór nagle znika. To nie jest dar od losu, że możesz sam obejrzeć sobie film. Po prostu nie masz wyjścia.
W byciu singlem najbardziej dojmująca jest właśnie samotność. To, że kiedy już wyciągniesz znajomych na jakąś imprezę, to po powrocie do domu i tak zostaniesz sam. Zastaniesz tam tak samo rozrzucone w nieładzie rzeczy, tak samo niepościelone łóżko, tak samo niezrobioną kolację. Nie będzie na Ciebie czekało nic poza tym, co znane i zapamiętane. Zero zaskoczeń. Wrażeń. Wzruszeń.
Kiedy będziesz mieć gorszy dzień, nikt nie zapyta, dlaczego. Bo nikt się o Ciebie nie troszczy. Nikomu na Tobie nie zależy. Nikt nie zastanawia się, jak Ci minął dzień, nie tęskni za Tobą, nie myśli o Tobie, kiedy wstaje rano ani kiedy kładzie się spać.
Dlatego czasem, zamiast myśleć, jak wiele Ci daje życie bez związku, pomyśl, jak wiele Ci ono zabiera. Jasne, że wszystko możesz robić sam, nie wyłączając z tego orgazmów. Ale nie przytulisz się sam ani przed, ani po. Ani również w trakcie.


Generalnie to za bardzo nie wiem co mam powiedzieć. Dawno mnie tu nie było, dawno nie zaglądałam co u Was. U mnie atmosfera była gorąco-stresująca przed dyplomem. Teorię zdałam, na praktykę wylosowałam mój 'ulubiony' oddział, w nocy spałam z dwie godziny. Chciałabym powiedzieć, że wszystko się super skończyło, no ale nie tym razem. Poległam wczoraj na obronie. Czuję się z tym chujowo, beznadziejnie, źle, żenująco. Jest mi okropnie przykro i okropnie wstyd. Jak sobie pomyślę,że prawie wszyscy z roku są położnymi już, mają spokojne wakacje po takim stresie to chce mi się płakać, bo ja ciągle mam w głowie to, że nie zdałam. Podobno w każdej sytuacji można wyciągnąć coś dobrego. Z litrem wylanych łez wyszło na kogo mogę tak na prawdę liczyć. Dostałam potok pięknych słów od kilku koleżanek z roku. Kilku osobom wyłam też do słuchawki. Jak już się wyryczałam to z taką czerwoną buzią i zapuchniętymi oczami pojechałam do Konrada. Dostałam lek na ból głowy, słowa wsparcia, pełne czułości spojrzenia, mogłam się przytulić i nawet płakać mi się odechciało już, to się śmiałam. Czasem tak mam że na stres reaguję głupawką i wybuchami śmiechu.

3 komentarze:

  1. eh, kochana, nic dodać nic ująć w pierwszej części tego wpisu. naprawdę nie wiem, co dodać, bo w zupełności się z Tobą zgadzam. szkoda tylko, że czasem nie da się zmienić tego, że jesteśmy sami, nawet kiedy chcemy. bo jak mam to zmienić, kiedy nikt koło mnie się nie kręci? kiedy nie ma obok żadnego faceta, który mną się interesuje, którym mogłabym się zainteresować? ale już trochę nie mam do tego sił, będzie co ma być. tak po prostu.

    kochana tulę mocno! w takich sytuacjach poznajemy, kto jest nam szczerze bliski, a kto nie. to nie są łatwe sytuacje, bo wiem, że zależało Ci na tym, ale pomyśl, że to naprawdę nie koniec świata, przecież masz kolejny termin, a wtedy, mocno w to wierzę, zdasz na pewno! będę mocno za to kciuki trzymać. życie już takie jest, że lubi sobie z nas zadrwić, ale ważne jest to, że mamy siłę pokazać mu, że się nie poddajemy, że idziemy do przodu z podniesioną głową! będzie dobrze kochana, na pewno będzie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo to tak już jest, przynajmniej w moim wypadku, że zawsze chce się tego, czego się nie ma - jak nikt się o mnie nie troszczył, nie martwił, to było źle, a jak zaczął, to poczułam się jeszcze gorzej. I już sama nie wiedziałam, czego ja w ogóle chcę.
    Wiadomo, że wiadomość o niezdaniu nigdy nie należy do tych miłych, ale trzeba wziąć się w garść i pokazać innym, a przede wszystkim sobie, że da się to zrobić! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszą część posta przeczytałam jednym tchem :) Tak ładnie zostało to ubrane w słowa. Po raz kolejny ktoś przypomina mi jaki wielki skarb posiadam obok siebie :) Mogę Ci jedynie podziękować za to małe przypomnienie. To prawda, że można wszystko robić samemu, ale jaka z tego frajda? Prawda jest taka, że żaden człowiek nie chce być sam i prędzej czy później każdemu popiecze samotność...
    Nie trzeba być z kimś, by być dla kogoś ważnym. Miłość to miłość, nie ważne czy partnerska, rodzicielska, czy braterska :) Największym skarbem jest miłość sama w sobie, a Tobie jej chyba nie brakuje :) Dobrze, że masz takie osoby, na które możesz liczyć i którym się możesz wypłakać :) Zauważenie tego to właśnie cała pozytywna strona Twojej sytuacji. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń