sobota, 2 maja 2015

193. MAJ.

Trochę mnie tutaj nie było. Pochłonęły mnie praktyki. Po dwunastu godzinach w szpitalu wraca się do domu, je się, ćwiczy, kąpie i idzie spać. Przeżyłam swoją pierwszą nockę na porodówce, chociaż już o 21 było cięęężko i był kryzys. O 2:50 był poród więc się trochę rozbudziłam, a później nawet chwilkę zdrzemnęłam. Chyba nie muszę mówić, że calutki następny dzień był wyjęty z życiorysu. Tak to już jest jak człowiek nie jest przyzwyczajony do takich 'szaleństw'. I na prawdę, uwierzcie - co innego iść na imprezę i być całą noc tam, a co innego spędzić od 19-7 czas w szpitalu..

Po drodze jeszcze zepsuł mi się telefon.

W końcu wzięłam się za swoje zdrowie. Zaczęłam latać po lekarzach na fundusz ale nie mieli nic mądrego do zaproponowania, więc wróciłam prywatnie. Skąd ja wiedziałam, że tak będzie?

 " zostaw mnie Kobieto! "

6 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że kolejne nocki będą lepsze - to kwestia przywyczajenia :) musisz odpocząć teraz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. życzę zdrowia w takim razie!
    pozdrawiam
    creativamente.
    www.creativamente-o-sztuce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. kotek rozwalił posta :D zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  4. slodki kociak ;))

    dobrze dobrze ze tych lekarzy ogarniasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. i jak wrażenia po pierwszym porodzie? brzmi przerażająco! :D

    dziękuję! :)
    ja ostatnio roztrwoniłam tyle pieniędzy, że jestem sobą przerażona ;o dlatego od dzisiaj zapisuję sobie wydatki i będę eliminować niektóre, bo zamiast odkładać, to jeszcze wybieram z oszczędności :( a promocje w Rossmannie nie sprzyjają, dlatego teraz omijam go szerokim łukiem :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze nigdy nie byłam u lekarza prywatnie. Nie narzekam na funduszowych ;) O jej, już to chyba pisałam, ale napiszę jeszcze raz... takie przyjście na świat małego człowieka musi być niesamowite! Tyle przy tym emocji! :) Nocne zmiany muszą być męczące, ale wszystko jeszcze przede mną ;)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń