poniedziałek, 19 grudnia 2016

553. DZIEWCZYNA Z POCIĄGU - FILM

Zimowe wieczory to dla mnie najlepsza pora na oglądanie filmów. Za oknem ciemno i zimno, w pokoju zapalone lampki choinkowe, świeczki. Można zrobić popcorn i zasiadać do oglądania ; ) U mnie tym razem padło na "Dziewczynę z pociągu". Książkę czytałam rok temu, opinie o niej był różne - jedni byli zachwyceni, inni bardzo znużeni. Pamiętam, że ja należałam do tej pierwszej grupy osób. Przez przypadek zobaczyłam na kinomanie, że jest już film więc z ciekawości włączyłam ; ) Co jest najlepsza to to, że książki prawie nie pamiętałam więc ekranizację obejrzałam z zapartym tchem i końcówka mnie bardzo zszokowała, bo nie podejrzewałam takiego rozwiązania sprawy. Swoją drogą, z tymi książkami - też tak macie, że po jakimś czasie po prostu zapominacie o tym co przeczytaliście i o co tam chodziło ?


Jestem z siebie ostatnio nawet dumna, bo walczę z lenistwem jak tylko mogę. Sprawy uczelniane dopięłam dzisiaj na ostatni guzik, chociaż mi się taaak nie chciało poprawiać tego projektu i iść na uczelnię go zanieść i już zaczęłam wymyślać miliony wymówek, by odłożyć to na kiedy indziej. Jako, że postanowiłam nie poddawać się aż tak mojemu lenistwu, usiadłam przed laptopem, poprawiłam, wydrukowałam i zaniosłam.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

552. MOJE PIERWSZE 15 KM BIEGU ; )

W niedzielę tydzień temu przebiegłam swoje pierwsze, magiczne 15 km. Nie wybiło jeszcze południe, za oknem śnieg, błękitne niebo i słońce. Nie mogłam nie wykorzystać takiej przepięknej pogody. Szybko się przebrałam i wyszłam pobiegać, na moją ulubioną trasę, czyli prosto w dół kilka kilometrów, a później po ścieżce rowerowej. W zamyśle było maksymalnie dziesięć kilometrów. W trakcie coś mnie jednak podkusiło, bo tak uwielbiam tą trasę i postanowiłam wrócić stąd skąd przybiegłam. Biegło mi się tak dobrze, że nie rozmyślałam nad tym, że czekają mnie wielkie górki. Naprawdę nie mam pojęcia jakim cudem tam wbiegłam. Zatrzymałam się akurat na światłach, bo było czerwone i dopiero wtedy poczułam jak bolą mnie nogi. Ponowne ruszenie było dla mnie jakąś masakrą, ale powolutku, do przodu, pokonałam ostatnie 2 km. Wybiła piętnastka na liczniku. Szczerze? Jakoś nie za bardzo mogłam w to uwierzyć. Najlepsze jest to, że tego nie planowałam (i dobrze, jak widać spontaniczne biegania wychodzą u mnie najlepiej), bo uznałam, że jeszcze nie jestem gotowa i nie dam rady. Mimo długiej (DLA MNIE) trasy ten bieg był najlepszy w moim życiu. Mimo że się zmęczyłam nie było to takie 'zakatowanie' się i bieganie na siłę. Pamiętam, że pół dnia później dochodziłam do siebie, bo nie mogłam się nadziwić, że jednak się da ; )




Wracam dziś do świata żywych, bo jakoś pod koniec poprzedniego tygodnia dopadł mnie spadek formy i musiałam zmarnować cały weekend, żeby się wziąć w garść. Wróciłam z uczelni, dostałam turbo mocy, posprzątałam, pobiegałam i wszystkie negatywne emocje w końcu mnie opuściły.